Anna Musiałówna

Wychowałam się w domu fotografa, gdzie działo się, jak w kinie. Wszędzie walały się twarze do legitymacji, do dowodu, paszportowe, wizytowe, pocztówkowe twarze w becikach, w welonach, w ubrankach pierwszo-komunistów, czasem w trumnie. Przez szparę w drzwiach do pracowni taty podglądałam najróżniejsze typy oślepione blaskiem lamp, sztywno wpatrzone w obiektyw. Ale wtedy dla mnie były to tylko zwyczajne zdjęcia. Prawdziwe życie skupiało się w kuchni, wokół mamy. Tam zawsze siedziałm przy stole ktoś obcy i opowiadał swoją historię. Mama miała talent do ludzi, potrafiła otworzyć każdą duszę i zajrzeć tam gdzie inni nie zaglądali. Podsłuchiwałam pod drzwiami kuchni. Za te niewiarygodne opowieści mogłam oddać wszystkie zabawki. Dziś, po pięćdziesięciu latach na rodzinnym cmentarzu czuje się jak w domu - wszędzie klienci taty. Twarze na porcelankach podglądałam przez szparę w drzwiach do zakładu

© 2017 Stowarzyszenie Dokumentalistów "Droga". Wszystkie prawa zastrzeżone.