Witold Kuliński

Wokół nas ciągle jeszcze możemy zobaczyć stare, zaniedbane kamienice, fragmenty ceglanych murów, a poza miastem pochylone drewniane chaty, samotne kapliczki na rozstajach czy niszczejące resztki dworskich zabudowań. W takich miejscach, jeśli uważnie się przyjrzeć, natkniemy się na ślady ludzi, którzy tu właśnie żyli, pracowali, tworzyli... Stare, wydeptane i skrzypiące schody, krzywo wisząca drewniana okiennica, ogrodowe rzeźby, czy cudem zachowany świątek z kapliczki, wszystko to jeszcze "pamięta" ręce murarza, cieśli, czy stolarza-artysty, który je przed wielu laty wykonał, "pamięta" losy ludzi, którzy w tych miejscach żyli. I łatwo sobie wyobrazić, że za chwilę usłyszymy tupot bosych, dziecięcych nóg biegnących po drewnianych schodach, czy skrzyp korbowodu u studni, rżenie koni, czy stukot kopyt na bruku... W takich miejscach warto choć chwilę zastanowić się ile rąk dotknęło tej mosiężnej, ozdobnie wygiętej klamki u drzwi, ile rąk wypolerowało uchwyt studziennej korby, ile tysięcy razy ludzkie nogi szły po tych schodach, kto pielęgnował te, obecnie stare już drzewa, zanim tak pięknie wyrosły... To wszystko są fragmenty naszej historii, bo historia składa się także z takich, zdawać by się mogło, nieważnych drobiazgów. Ale równocześnie trzeba sobie uświadomić, że te wszystkie autentyczne ślady giną na naszych oczach w zastraszającym tempie. Nie możemy przejść obok tego faktu obojętnie, trzeba je utrwalać zanim bezpowrotnie znikną! W przeciwnym wypadku pozostaną nam jedynie mury bezmyślnie zamazywane sprayem, kamienice z wstawionymi plastikowymi oknami obłożone styropianem i betonowe pustynie ogrodzone solidnymi, metalowymi płotami...

© 2017 Stowarzyszenie Dokumentalistów "Droga". Wszystkie prawa zastrzeżone.